Dokładnie 74 lat temu, w miejscowości Gardelegen niedaleko Magdeburga, w piątek 13 kwietnia 1945r., na dwa dni przed wkroczeniem oddziałów amerykańskich, została dokonana jedna z najstraszliwszych zbrodni, w jakże obfitych w podobne akty zwyrodnialstwa, okrutnych dziejach II-giej wojny światowej. Tego dnia zwabiono podstępem, a opornych wtłoczono siłą do obszernej, solidnie murowanej stodoły, której klepisko wyłożono do wysokości kolan słomą, pod którą ukryto materiały palne. Było to około 1.100 więźniów z ewakuowanych obozów koncentracyjnych, a także robotników przymusowych. Stodołę następnie zamknięto i podpalono.

Do usiłujących się wyrwać z nagle rozpętanego piekła, przez jedne z obluźnionych potężnych wrót, strzelano z broni maszynowej, zaś do środka wrzucano granaty zapalające. Któż tego dokonał. Bezpośrednimi sprawcami byli żołnierze SS, Luftwaffe, grupa około dwudziestu spadochroniarzy, młodzież z Hitlerjugend. Kto jednak to zaplanował? No cóż, byli to „zwyczajni Niemcy”. Pomysł wysunął Kreisleiter (naczelnik) powiatu Gardelegen. „To on ściągnął esesmanów, lotników, spadochroniarzy”. To on rozesłał po polach i lasach starców, kobiety i dzieci węszące za nieszczęśliwcami, którzy usiłowali się uratować”. To w jego gabinecie elita miasteczka koledzy z bridżów, polowanek: „Herr Doktor”, „Herr Ingenieur”, „Herr Geheimrat”, kupcy, przedsiębiorcy z niemiecką z dokładnością zaplanowali do ostatnich drobiazgów, ile papierosów wydzielić na przynętę, ile wydzielić benzyny itd., itd.

Kiedy dwa dni później oddziały, 15 kwietnia 1945r. żołnierze 102 Dywizji Piechoty IX Armii Stanów Zjednoczonych dotarły na to miejsce znalazły wypaloną stodołę i masę potwornie zniekształconych zwłok. Żołnierze amerykańscy zapobiegli i udaremnili próbę zatarcia śladów zbrodni podjętą przez ugrupowania sprawców zaangażowanych w dokonanie tej okrutnej zbrodni czyli oddziały Straży Pożarnej, Techniczne Służby Ratownicze, Służby Pracy Rzeszy, itd. , które rozpoczęły kopanie rowów i dołów, aby bez żadnego oznakowania zakopać ciała pomordowanych niewinnych więźniów. Na polecenie naczelnego dowódcy 102 dywizji piechoty USA męscy mieszkańcy Gardelegen, zmuszeni zostali do przeprowadzenia ekshumacji zamordowanych i godnego ich pochówku. Prace pogrzebowe trwały wiele dni .Z ogólnej liczby 1016-u spalonych ciał zidentyfikować udało się jedynie cztery. Dla 305 ofiar udało sią ustalić numery obozowe. 711 ofiar pozostaje do dzisiaj nieznanych. Większość z nich stanowili Polacy. Leżą wspólnie na ogromnym cmentarzysku w pojedynczych mogiłach oznaczonych białymi krzyżami –niedaleko miejsca ich kaźni. Leżą tam wspólnie Polacy, Ukraińcy, Francuzi, Belgowie, Żydzi i inne narodowości. Spotkali się tylko raz. Cieszyli się wspólnie z pewnego już ocalenia, że udało się im umknąć piekłu, lecz złudną była ich radość, bo piekło ich dogoniło. Główny kreator tej makabry, Gerhard Thiele, posługując sią fałszywymi dokumentami uciekł 14-tego kwietnia i nigdy go nie odnaleziono, choć jest pewnym, że żył najpierw w zachodniej strefie okupacyjnej, a potem w RFN, gdzie spokojnie zmarł w połowie lat dziewięćdziesiątych XX-go wieku.

Nieliczne ofiary pogromu ocalały i mogły dać świadectwo prawdzie. Tej cząstce prawdy, bo na terenie naszego kraju są setki takich miejsc, gdzie niemieccy okupanci palili żywcem, przede wszystkim Polaków, dokonując gigantycznych ofiar całopalnych w rytuałach jakby wyjętych z germańskiej mitologii, kierowani narodowo-socjalistyczną ideologią, która stała się religią całego narodu.

W czasach NRD w na cmentarzu odbywały się masowe manifestacje w duchu antyfaszystowskiej kultury pamięci. Po zjednoczeniu Niemiec miejsce pamięci pozostaje pod zarządem miasta hanzeatyckiego Gardelegen. Z dniem w maja 2015 roku jest częścią Fundacji Miejsc Pamięci Saksonii-Anhalt, zostanie przekształcone w miejsce pamięci i historii wyposażone w centrum dokumentacji i obsługi zwiedzających oraz stałą wystawę historyczną i ma oferować program edukacyjny dla młodzieży i dorosłych. Jak ten program prawdopodobnie ma wyglądać zaprezentowali organizatorzy oficjalnych uroczystości w dniu 14.04.19.pt: „74. Jahrestag des Massakers in der Isenschnibber Feldscheune:

Diesjähriges Thema: „Jüdische KZ-Häftlinge auf den Todesmärschen 1944/45“

Aby o tych zdarzeniach nie zapomnieć, aby nie mogły się więcej powtórzyć organizacje: Klub Gazety Polskiej Berlin-Brandenburg ,Klub Rodła Berlin-Brandenburg

i Parafia Ukraińska zamówiły Mszę świętą za ofiary tej zbrodni. Msza św. była celebrowana o godzinie 10:00, w dniu 14. kwietnia 2019 roku w Parafii pw. św. Mikołaja, Ukraińskiego Kościoła Grekokatolickiego przy niemieckiej rzymskokatolickiej wspólnocie parafialnej św. Jana Ewangelisty w Berlinie, przez ks. proboszcza Sergiya Dankiva .Czcigodny Ksiądz Proboszcz Sergiy wygłosił wzruszające kazanie i podziękował organizatorom uroczystości. W Mszy św.uczestniczyli oprócz parafian i członków Klubu Gazety Polskiej Berlin-Brandenburg oraz Rodło B-B , przybyłe specjalnie na tę okazję, delegacje z Polski, z Klubu Rodło Szczecin z panem prezesem Andrzejem Lindeckim ,z Klubu Rodło Ziemi Babimojskiej z panem prezesem Stanisławem Fabisiem. Ksiądz Proboszcz Dankiv poświęcił dwa piękne wieńce, które leżały przed banerem ukazującym ludobójstwo Niemców -nazistów w Gardelegen. Po Mszy św. uczestnicy Eucharystii spotkali się przy kawie , herbacie i napojach chłodzących oraz smacznym cieście, owocach, w salce parafialnej .Następnie udali się w podróż autami na cmentarz w Gardelegen gdzie zapalili znicze w kolorze barw narodowych Polski i Ukrainy. Modlitwie przed pomnikiem na cmentarzu w Gardelegen przewodził ks. Proboszcz Dankiv. Po modlitwie złożono wieńce w barwach narodowych Ukrainy i Polski i wiązanki kwiatów przy pomniku upamiętniającym to tragiczne wydarzenie. Następnie uczestnicy przeszli na miejsce zbrodni czyli tam gdzie dawniej stała stodoła a obecnie jest mur pamięci, zbudowany z pozostałości po ścianach stodoły i modlili się za ofiary ludobójstwa niemieckiego hitlerowskiego. W wynajętej sali restauracji Piano Forte część uczestników uroczystości ,którzy byli w Gardelegen po wyczerpującej podróży spożyli smaczny posiłek. Polakom i Ukraińcom nie są za bardzo znane tamte fakty. Niezwykle dramatyczny opis tamtych wydarzeń w Gardelegen dał Melchior Wańkowicz, który długo zbierał materiały do swojego felietonu i solidność jego pióra może być gwarantem prawdziwości świadectwa o tym co się strasznego w Gardelegen wówczas wydarzyło.

Comments powered by CComment' target='_blank'>CComment